"Dziwność jest nieodłącznym elementem piękna" (Ch. P. Baudelaire)
Sylwia Błach - osoba niezwykła, interesująca - choć mroczna. Na co dzień studentka informatyki, blogerka oraz… modelka. Jej największą pasją jest jednak pisanie. Z nami rozmawia o pisarstwie i swoich pasjach. Zachęcamy do poznania tej niezwykłej osobowości.
Sylwia Cegieła: Kim jest prywatnie Sylwia Błach?

Sylwia Błach: Trudne pytanie! Mam to szczęście, że wszystkie moje zajęcia zawodowe są też moją pasją, więc nie traktuję ich jak typowej ciężkiej pracy. Pisarstwo, programowanie, blogowanie - to wszystko część mnie, także tej "prywatnej". Jedno co mogę powiedzieć z całą pewnością: jestem szczęśliwą kobietą, spełniającą się w tym co kocha i otoczoną wspaniałymi ludźmi.
S.C.: Charakterystyka Sylwii Błach w pięciu słowach.
S.B.: Szczęśliwa, pewna siebie, uparta, pracowita.
S.C.: Czym się zajmujesz?
S.B.: Przede wszystkim pisarstwo - to dla mnie najważniejsze. Mam na koncie trochę publikacji, zarówno tych w Internecie, jak i na papierze.
S.C.: Jak wygląda twój dorobek pisarski?
S.B.: Zadebiutowałam zbiorem opowiadań "Strach". Następnie wydałam swoją powieść "Bo śmierć to dopiero początek". Wkrótce ukaże się antologia z moimi dwoma opowiadaniami "Horror na Roztoczu 2 - Insomnia". W zeszłym roku miałam przyjemność zadebiutować w Replice. To wydawnictwo zawsze było dla mnie synonimem dobrej grozy. Zawsze miałam ich książki na półce, więc uważam to za naprawdę duży sukces. Mój tekst "Adam i Ewa" pojawił się w ich antologii "Oblicza grozy". Poza tym, na papierze publikowałam także w antologii "Księga wampirów" wyd. Studio Truso oraz "Toystories" wyd. Morpho.
S.C.: Jaki gatunek pisarski jest ci bliski?
S.B.: Tworzę głównie grozę, horrory, thrillery. Kręcą mnie zakamarki chorych umysłów, ale lubię też czasem poszaleć z duchami czy innymi potworami. Obiecałam sobie jednak się nie ograniczać i piszę to, co mi w duszy gra.
S.C.: Skąd się wzięła pasja pisarza u ciebie?
S.B.: Nie wiem. Pisałam zawsze. Od dziecka. Wierszyki, opowiadania, różne krótkie formy. Było to dla mnie tak naturalne, jak oddychanie. Chyba taka się urodziłam - albo tak ukształtowali mnie rodzice, podtykając naprawdę dobre pozycje literackie. Musiałam chyba też mieć trochę talentu, skoro coś osiągnęłam. Ale przede wszystkim sukcesy zawdzięczam ciężkiej pracy, uporowi i dużej dawce pokory, która młodym pisarzom, moim zdaniem, jest niezbędna.
S.C.: Mówisz, że pisarstwo to twój "zawód". Wiążesz z nim przyszłość? Chciałabyś się z tego utrzymywać?
S.B.: Chciałabym, jednak rynek jest trudny. Szczególnie, gdy tworzy się gatunek taki, jak groza. Nie oszukujmy się. Nie jest on tak medialny jak kryminały czy tak zwana "literatura kobieca". Ja mam to szczęście, że działam trochę "międzygatunkowo", bo nie lubię szufladek, piszę to co akurat czuję. Ale wiem, że i tak łatwo nie będzie. Marzy mi się, by horror - szczególnie ten polski - stał na półkach na równi z inną literaturą. Ludzie często na hasło "horror" reagują stwierdzeniem, że to nie ich gatunek. Nie mając nigdy wcześniej do czynienia z literackim straszeniem, spodziewają się jakiegoś badziewia. A groza na papierze jest niesamowicie zróżnicowana! Wielokrotnie podtykałam wybrany horror osobie, która wychodziła z założenia, że "ona takiej literatury nie lubi" - i ta osoba - po lekturze - wracała po więcej.
Mam więc nadzieję, że uda mi się związać czysto zawodowo z pisarstwem. Czy da się z tego utrzymać? Czas pokaże.

S.C.: A nad czym teraz pracujesz?
S.B.: Aktualnie pracuję nad pewną książką, o której nie mogę wiele mówić, ale zdradzę tylko, że to będzie coś zupełnie innego niż dotychczas. Niedawno też skończyłam pracę nad pierwszym tomem swojej drugiej powieści pod roboczym tytułem "Syndrom Riddocha". Poszukiwanie wydawcy wciąż trwa!
Następnie - programowanie. Od niedawna jestem szczęśliwą panią inżynier! Studiuję informatykę i kręci mnie tworzenie gier. Kocham zanurzać się w świat kodów, tworzyć coś z niczego, wymyślać skrypty na zachowanie postaci czy walczyć z kolizjami. W ramach swojej pracy inżynierskiej pisałam grę "Baza", inspirowaną powieścią "Syndrom Riddocha". Aktualnie razem z Szymonem Sikorą pracujemy nad grą DungeonEscape. Poznaliśmy się przez przypadek, w trakcie jednego z wykładów prowadzonych przeze mnie na Politechnice Poznańskiej w ramach MSI Dragon University. Zaraził mnie wirtualną rzeczywistością i razem zaczęliśmy pracę nad DungeonEscape. Gra jest tworzona w ramach GameJam'u, czyli konkursu. Zobaczymy, co z tego wyjdzie, ale frajdy mamy co niemiara! W najbliższym czasie czeka mnie jeszcze kilka mniejszych projektów związanych z grami - trzeba będzie jakoś zaliczyć kolejny semestr na studiach.
Po trzecie: blogowanie. Zajmuję się tym od kilku lat i bardzo mi się podoba możliwość przelewania emocji na papier, a właściwie ekran komputera (jak to robię na blogu www.sylwiablach.blogspot.com) oraz gadanie o ciuchach i prezentowanie własnych stylizacji (co robię na blogu www.VamppiV.blogspot.com).
Od niedawna zajmuję się też modelingiem, hobbystycznie, ale mam swoje sukcesy, np. niedawno wzięłam udział w pokazie mody Agnieszki Jaworskiej - jako jedna z modelek z agencji Butterfly Agency Models, do której należę.
Natomiast czysto zawodowo - pracuję w Fundacji Jedyna Taka. Naszym celem jest zmiana wizerunkowa osób z niepełnosprawnością, w szczególności kobiet. Organizujemy wybory Miss Polski na Wózku, prowadzimy projekt Jedyna Taka Mama dotyczący macierzyństwa wśród osób z niepełnosprawnością czy wspomnianą już wcześniej agencję modelek Butterfly Agency Models. Ogólnie rzecz biorąc: dzieje się!
S.C.: Dlaczego osoba poruszająca się na wózku pisze horrory, bizzare? To wbrew stereotypom.
S.B.: Ale zaraz, o jakich stereotypach tu mowa? Bo jeśli o tych, nazwijmy to, najbardziej klasycznych, to fakt, jestem "wbrew". Całą sobą. Gdzieś daleko w przeszłości w społeczeństwie zakorzeniony był stereotyp osoby niepełnosprawnej jako biednej, nieporadnej, zawsze dobrej i uśmiechniętej. Kogoś, kto wiecznie potrzebuje pomocy i jednocześnie jest aniołem dla otoczenia. Wydaje mi się, że ten głupi pogląd umiera.
Ja nie spotykam się ze stereotypami zbyt często w swoim życiu, choć praca w Fundacji i kontakt ze środowiskiem osób niepełnosprawnych (oraz niektóre komentarze w Internecie) uświadomiły mi, że one ciągle istnieją. Wierzę jednak w to, że są w zaniku.
W moim przypadku, jedyne, co w tym stereotypie się zgadza, to że czasem potrzebuję pomocy. Wynika to z mojej choroby i chcę czy nie chcę - stanowi naturalny element mojego życia. Poza tym jestem pewna siebie i przebojowa. Mam wspaniałych przyjaciół, chłopaka, pracę, pasje. Chodzę na koncerty, szaleję na imprezach... Kocham emocje, wydarzenia, a nienawidzę stagnacji. Bliscy się śmieją, że mam coś z pracoholika, ale uwielbiam, gdy się wokół mnie dzieje. Póki mogę przebierać palcami - nie wyobrażam sobie funkcjonować wyłącznie na zasiłkach i zapomogach. Chcę żyć normalnie - i to robię. Bo jestem normalnym człowiekiem, mam tylko inną motorykę.
S.C.: Co drażni cię najbardziej? Który ze stereotypów?
S.B.: Jedyny stereotyp, z którym często miałam do czynienia i który naprawdę mnie drażni, to podejście, że wszyscy niepełnosprawni to dobre, wspaniałe istoty i trzeba je wielbić za to, że sobie dają radę, podziwiać i tak dalej. Jest też wśród niepełnosprawnych nieprzystosowanych do życia w społeczeństwie (niestety, wciąż istnieje taka grupa) podejście, że my wszyscy musimy trzymać się razem, że niepełnosprawny tylko na innych niepełnosprawnych może liczyć i że wszystko nam się należy. Czasem osoby niepełnosprawne same właśnie wpychają się w taką stereotypową szufladę, co - moim zdaniem - jest chore.
Ja jestem "kobietą z pazurem" lub - jak to niektórzy mówią - z charakterkiem. Wiem, czego chcę i zdarza mi się "tupnąć nogą". Podziwianie mnie za to, że żyję normalnie - drażni. Tak jak wysyłanie maili o treści "cześć, też jeżdżę na wózku, poznajmy się". Oceniam ludzi po charakterze, a nie tym, czy mamy te same ograniczenia ruchowe.

S.C.: Sądząc po twoim wizerunku, wydajesz się raczej osobowością mroczną. Czy to celowy zabieg stylizacyjny?
S.B.: Ja po prostu taka jestem. Noszę się tak, jak w duszy mi gra. Noszę się tak, jak mi się podoba. A że od dzieciaka uwielbiam wampiry, jaram się gotykiem - to wszystko przychodzi naturalnie. Dodaj do tego charakter lekko próżnej kobiety, która uwielbia bosko wyglądać - i masz wypracowany wizerunek. Przyznam jednak, że - jak każda nastolatka i młoda kobieta - długo eksperymentowałam z wyglądem. Teraz jestem z siebie zadowolona. No, prawie! (śmiech)
S.C.: Czemu ma służyć?
S.B.: Można mówić, co się chce, ale wierzę w pierwsze wrażenie. Możemy walczyć, wyjść z transparentami "nie oceniaj nikogo po pozorach!", ale pierwsze wrażenie jest zakodowane w mózgu. Sama się oglądam na ulicy za przystojniakiem czy podziwiam świetnie wystylizowaną laskę, a nie uważam bym traktowała ludzi powierzchownie.
Nie wiem, czy mój wizerunek ma służyć czemuś więcej niż wstępnej identyfikacji mnie. Lubię dobrze wyglądać i lubię się dobrze w swoimi ciele czuć. Lubię być odbierana jako fajna laska, ale też bawią mnie czasem zaskoczone spojrzenia, gdy jako wystylizowana wózkerka przemierzam szarą rzeczywistość. Lubię się rzucać w oczy. I lubię też czasem coś przekazywać swoim wyglądem - na spotkaniu służbowym - profesjonalizm, a na randce - swoje zaangażowanie. I nie widzę w tym nic złego, dopóki nie traktujemy wyglądu jako głównego wyznacznika naszej osobowości. Głębszej ideologii do swojego wyglądu nie będę wymyślała. Bo jej nie ma.
S.C.: Poza pisarstwem również studiujesz, jesteś modelką, programistką, blogerką. Jak ci się to wszystko udaje pogodzić?
S.B.: Przez całe życie wychodzę z założenia, że czas jest z gumy. Im bardziej mamy napięty grafik, tym łatwiej nam się zmobilizować do pracy. Nie marnujemy cennych minut na sprawdzanie skrzynki po tysiąc razy czy "scrollowanie" Facebooka. Faktycznie, zdarzają mi się dni aż nazbyt napięte, jak na przykład przez ostatni tydzień, ale było to związane z przygotowywaniami do pokazu mody. Mimo to - ciągle daję radę. Ciągle mam czas dla znajomych. Ba!, nawet sypiam przepisowe siedem godzin. To może jednak nie robię aż tak dużo? (śmiech)
S.C.: Jak wspomniałam, prowadzisz również bloga, a nawet dwa. Jakie tematy w nich poruszasz?
S.B.: Na blogu SylwiaBlach.blogspot.com piszę o wszystkim. Przede wszystkim o literaturze i swoich aktualnych sukcesach w tej dziedzinie, ale także dzielę się swoimi przemyśleniami, opiniami, aktualnymi projektami. Zdarza mi się też pisać posty motywacyjne czy dotyczące niepełnosprawności. Nazwałabym go więc typowym blogiem z kategorii "lifestyle".
Natomiast na blogu VamppiV.blogspot.com prezentuję swoje stylizacje, efekty różnych sesji zdjęciowych czy moje opinie dotyczące wybranych produktów, np. kosmetyków.

S.C.: Czym jest dla ciebie modeling?
S.B.: Świetną zabawą! Zawsze lubiłam pozować i oglądać siebie na zdjęciach, ale gdy zaczęłam prowadzić bloga VamppiV.blogspot.com musiałam zwiększyć częstotliwość sesji zdjęciowych. Ja to lubię, po prostu.
S.C.: Kto ci w tym pomaga?
S.B.: Hmmm..., to dość skomplikowane pytanie. Zależy o jaką pomoc chodzi. W zależności od rodzaju sesji - różna pomoc jest potrzebna. Czasem jest to ktoś z rodziny, czasem ze znajomych. Zdarza się, że z fotografem mam na tyle dobry kontakt, że mi w jakiś drobiazgach pomaga. Ale ogólnie nie miałam dotychczas zbyt wielu sesji, które jakiejś pomocy wymagały.
S.C.: Co cię skłoniło do bycia modelką?
S.B.: Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Chciałam mieć bloga - założyłam go. Chciałam mieć fajne zdjęcia - zaczęłam szukać fotografów. Potem się samo potoczyło.
S.C.: Współpracujesz z agencją modelingową. Czym dla ciebie jest ta praca?
S.B.: Pasją, zabawą, wyzwaniem. Dopiero się uczę, ale mam już na koncie małe sukcesy. W marcu tego roku Butterfly Agency Models, czyli agencja należąca do Fundacji "Jedyna Taka", była współorganizatorem wydarzenia Aktywna Kobieta na Uniwersytecie Ekonomicznym. Mogłam się więc sprawdzić w roli współorganizatora oraz prelegentki opowiadającej o blogowaniu oraz pozowaniu. Natomiast niedawno dzięki Butterfly Agency Models pojawiłam się na wybiegu, na pokazie Agnieszki Jaworskiej. To dopiero było wyzwanie!
S.C.: W Twojej wypowiedzi padło słowo "sukces". Czym on dla ciebie jest? Co oznacza, według ciebie, osiągnąć sukces?
S.B.: Sukces to spełnianie swoich marzeń, nawet najbardziej tych szalonych, zgodnie z zasadą, że (prawie) wszystko w życiu jest możliwe. Sukces zawodowy to dla mnie stanie się rozpoznawalną w dziedzinach w których działam - przede wszystkim w branży literackiej, ale także np. w blogosferze czy branży gier komputerowych. Natomiast sukces osobisty to umiejętność otaczania się ludźmi, na których zawsze można liczyć i w których towarzystwie człowiek czuje, że może osiągnąć sukcesy we wszystkich pozostałych dziedzinach.
S.C.: Masz jakieś marzenie, na którego spełnienie czekasz?
S.B.: Mnóstwo, ale wszystkie są tajemnicą! Nie zdradzam swoich marzeń, jedynie czasem plany. A i tego unikam, bo wolę działać niż gadać.

S.C.: Gdybyś miała zachęcić inne osoby z niepełnosprawnością do samorealizacji, to jakich słów byś użyła?
S.B.: Na mnie w gorszych chwilach zawsze działa przypomnienie sobie o tym, że życie jest jedno. Odkładamy wiele rzeczy na jutro..., a przecież nie mamy żadnej gwarancji, że jutro nadejdzie.
S.C.: Dokończ zdanie: W życiu najbardziej cenię…
S.B.: Wolność i możliwość samorealizacji.
S.C.: Czego ci życzyć?
S.B.: Nieustającej satysfakcji z pracy, sukcesów, o których wspominam, długiego życia, bym ze wszystkim się wyrobiła... Szczęścia, po prostu!
S.C.: Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę powodzenia w realizacji celów.
S.B.: Również dziękuję!
Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Zapraszam też na mój drugi wywiad z Sylwią, w którym rozmawiamy o jej udziale w kampanii marki bieliźnianej Panache Lingerie tutaj.
Zapraszam też na mój drugi wywiad z Sylwią, w którym rozmawiamy o jej udziale w kampanii marki bieliźnianej Panache Lingerie tutaj.
Świetny wywiad, chociaż za grozą to nie przepadam ...
OdpowiedzUsuń