Mariusz Kupczak: Wygląd to sposób na zdobycie szacunku
Mariusz "Mario" Kupczak to obecnie jedyny w Polsce kulturysta poruszający się na wózku inwalidzkim z porażeniem mózgowym, który dotarł do zawodów rangi Pro w USA. Mimo przeciwności losu i ogromnych trudności zarówno tych fizycznych, jak i finansowych, bez kompleksów stara się realizować swoje pasje. Spełnia marzenia dzięki swojemu uporowi oraz konsekwencji nie zważając na przeszkody. Zapraszam na rozmowę ze sportowcem, który burzy wszelkie stereotypy.
Sylwia Cegieła: Kulturysta na wózku? Jak to się zaczęło i w ogóle dlaczego?
Mariusz Kupczak: Urodziłem się z dziecięcym porażeniem mózgowym, prawostronnym niedowładem ciała i zanikiem mięśni. Jako dziecko mieszkałem w bloku w Kętach i dzieci śmiały się z mojego sposobu chodzenia. Tata, który trenował podnoszenie ciężarów, wyszedł pewnego dnia w podkoszulku i jak dzieci zobaczyły jak wygląda, dały mi spokoju. Pomyślałem, że wygląd to sposób na zdobycie szacunku.
S.C.: Jesteś prawdopodobnie jedynym w Polsce kulturystą z niepełnosprawnością. Jak do tego podchodzisz?
M.K.: Przez kilka lat byłem jedyny w Polsce. Później startowałem z innymi niepełnosprawnymi. Byli to ludzie z odmiennymi od mojego schorzeniami, więc nie była to wyrównana walka. Mam potwierdzone z USA, że jestem jedyny na świecie z porażeniem mózgowym, który doszedł do rangi Pro. Obecnie pojawiła się szansa na start z innymi zawodnikiem z tą samą chorobą, u których nawet ta sama strona ciała jest porażona.
S.C.: Na swojej drodze do kariery napotkałeś z pewnością wiele przeszkód. Czy wszystkie udało ci się pokonać? Jak sobie z nimi radziłeś?
M.K.: Największą przeszkodą, której do tej pory nie pokonałem to finanse. Jest to sport wymagający cały rok nakładów finansowych rzędu 1000 zł do 2500 zł miesięcznie. Ja nigdy tyle nie miałem. Obecnie buduję formę za 300 zł miesięcznie, co jest śmieszną kwotą, dlatego nie wyglądam tak, jakbym chciał. O sponsorów jest trudno. Podczas mojej zawodowej kariery byli sponsorzy na suplementy FA i później Muscle Clinic, ale koszty jedzenia urastają do rzędu 1000 zł miesięcznie. Dlatego wycofałem się ze startów, a że udaje mi się w tym roku przy wsparciu niewielkiego nakładu finansowego znów trenować, to chciałbym po 2 latach pokazać, że wciąż mam formę. Gdyby się udało zdobyć sponsora choćby na wyjazdy, to byłoby super.
S.C.: Jako 13-latek wzorowałeś się na Arnoldzie Schwarzeneggerze? Dlaczego akurat on?
M.K.: Spełniał swoje marzenia bez względu na trudności.
S.C.: Co cię motywuje do działania, do uprawiania sportu, który przecież nie jest łatwy?
M.K.: Pokazanie innym i sobie, że można. Nawet po urazie barku, który miał mnie na zawsze wykluczyć ze sportu. zdobyłem v-ce Universe.
S.C.: Czym jest dla ciebie sport i adrenalina z nim związana?
M.K.: Nie potrafię żyć bez sportu. To jest uzależnienie. Poza tym, ten sport uratował mi życie, ponieważ zatrzymuje zanik mięśni. Jednak, przez to, jak wyglądam, nie mam szans na rentę, gdyż – według lekarzy – jestem za zdrowy.
S.C.: Sport nauczył mnie…
M.K.: Dyscypliny.
S.C.: Jak wygląda twój dzień treningowy?
M.K.: Zależy, czy mówimy w fazie poza startowym czy podczas przygotowań. Właściwie są dwie główne różnice. Aby zbudować masę, jem bardziej powiedzmy normalnie 3-4 posiłki i trenuję rzadziej, a w okresie startowym zjadam 4-5 posiłków, do tego dochodzą suplementy. Posiłki są monotonne, czyli ryż, kurczak, indyk i trening 6 razy na tydzień.
S.C.: Czyli jednym słowem – ciężka praca. Masz za sobą wiele startów w imprezach sportowych najwyższej rangi. Które z nich uważasz za najważniejsze i dlaczego?
M.K.: Houston Show Pro Texas i Mr Universe. Teraz bardzo chciałbym mistrzostwa Europy, ponieważ są organizowane w Polsce, a to się zdarza raz na kilka lat.
M.K.: Houston Show Pro Texas i Mr Universe Federacji WBBF.
S.C.: Twoje największe osiągnięcia to…
M.K.: Sportowe czy poza sportowe? O sportowych już pisałem, a prywatne to żona i 2 wspaniałych synów: Oliver – 8 lat i Maks – 3 lata.
S.C.: Jaki masz cel w życiu? Co chciałbyś uzyskać, zdobyć jak nie teraz, to w przyszłości?
M.K.: Cieszyć się życiem, spełniać w jakimś sensie marzenia i zarobić pieniądze, by żyć bez stresu i zapewnić rodzinie dobrze warunki. Chciałbym mieć auto. Już ponad rok nie prowadziłem.
S.C.: Mam nadzieję, że się spełnią te życzenia. Oprócz kulturystyki, pracujesz też jako trener personalny. Co ci daje ta praca? Kogo trenujesz?
M.K.: Nie pracuję jako trener w żadnym klubie. Nie da się z tego wyżyć, bo klient raz jest, raz nie. Jak się zdarzy to doradzam. Mówię o diecie, suplementach. Prowadzę trening. Mam swoich podopiecznych, którzy startują w zawodach i właśnie taką grupa jedziemy w tym roku do Białobrzegach, do Stargardu Gdańskiego i może zahaczymy o Siedlce, gdzie odbędą się Mistrzostwa Europy WPF. Jakby się znalazł sponsor, to bym na Mistrzostwa Europy pojechał 3. czerwca.
S.C.: Czego uczysz swoich podopiecznych?
M.K.: Wytrwałości, systematyczności i że nie ma słowa „nie da się” lub „to niemożliwe”.
S.C.: Spotykasz się też z młodzieżą. Co im mówisz? Jak wyglądają te spotkania?
M.K.: Tak, zdarzają się spotkania w szkołach i ośrodkach resocjalizacji. Opowiadam o sobie i odpowiadam na pytania słuchaczy, jeśli takie się pojawiają.
S.C.: Co cię czeka w tym roku po 2 latach przerwy od zawodów? Czego mogą się spodziewać fani kulturystyki?
M.K.: Właściwie to takie spontaniczne wyjazdy. Mistrzostwa Polski Federacji WPF 21. maja w Białobrzegach. 27. maja odbędą się Międzynarodowe Mistrzostwa Polski Federacji WFF WBBF i może 3. czerwca w Siedlcach Mistrzostwa Europy WPF. Czego mogą się spodziewać? Trudno powiedzieć. To zależy od formy i czy uda mi się przygotować. Pracuję bez stałego wsparcia sponsora.
S.C.: Trenujesz lub trenowałeś strzelectwo. Skąd pomysł na zmianę dyscypliny?
M.K.: Tak. Trenuję strzelectwo w Klubie „Ermador Bielsko”. Zmieniam dyscyplinę, ponieważ na zawodowe uprawianie kulturystyki mnie nie stać i nie ma z tego pieniędzy, a jeśli udałoby mi się wystartować w strzelaniu na paraolimpiadzie, to renta za medal by była i jakieś dodatkowe pieniądze.
S.C.: Z jakimi problemami borykasz się jako sportowiec?
M.K.: Podstawowy problem to brak pieniędzy na uprawianie sportu. Strzelectwo jest tańsze w trenowaniu, ale sprzęt jest drogi. Jednorazowo trzeba na pistolet z osprzętem wydać około 5000 zł.
S.C.: To faktycznie dużo pieniędzy. Gdyby nie sport, to…
M.K.: Nie wiem. Całe życie ćwiczyłem. Moje motto życiowe to: „wózek nie oznacza niepełnosprawności”. Jeśli sami sobie stawiamy ograniczenia, nic nie osiągniemy.
S.C.: Twoja recepta na sukces.
M.K.: Wyznaczyć cel i realizować.
S.C.: O czym marzysz?
M.K.: By udało się wybudować nowy dom i kupić auto, ale ze względu na to, że prowadzę jedna ręką, musi być automatyczna skrzynia biegów.
S.C.: Czego należy ci życzyć?
M.K.: Zdrowia i sponsora na realizację celów sportowych.
S.C.: Mam nadzieję, że uda ci się go znaleźć. Życzę powodzenia w dalszej realizacji marzeń.
Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Sylwia Cegieła: Kulturysta na wózku? Jak to się zaczęło i w ogóle dlaczego?
Mariusz Kupczak: Urodziłem się z dziecięcym porażeniem mózgowym, prawostronnym niedowładem ciała i zanikiem mięśni. Jako dziecko mieszkałem w bloku w Kętach i dzieci śmiały się z mojego sposobu chodzenia. Tata, który trenował podnoszenie ciężarów, wyszedł pewnego dnia w podkoszulku i jak dzieci zobaczyły jak wygląda, dały mi spokoju. Pomyślałem, że wygląd to sposób na zdobycie szacunku.
S.C.: Jesteś prawdopodobnie jedynym w Polsce kulturystą z niepełnosprawnością. Jak do tego podchodzisz?
M.K.: Przez kilka lat byłem jedyny w Polsce. Później startowałem z innymi niepełnosprawnymi. Byli to ludzie z odmiennymi od mojego schorzeniami, więc nie była to wyrównana walka. Mam potwierdzone z USA, że jestem jedyny na świecie z porażeniem mózgowym, który doszedł do rangi Pro. Obecnie pojawiła się szansa na start z innymi zawodnikiem z tą samą chorobą, u których nawet ta sama strona ciała jest porażona.
S.C.: Na swojej drodze do kariery napotkałeś z pewnością wiele przeszkód. Czy wszystkie udało ci się pokonać? Jak sobie z nimi radziłeś?
M.K.: Największą przeszkodą, której do tej pory nie pokonałem to finanse. Jest to sport wymagający cały rok nakładów finansowych rzędu 1000 zł do 2500 zł miesięcznie. Ja nigdy tyle nie miałem. Obecnie buduję formę za 300 zł miesięcznie, co jest śmieszną kwotą, dlatego nie wyglądam tak, jakbym chciał. O sponsorów jest trudno. Podczas mojej zawodowej kariery byli sponsorzy na suplementy FA i później Muscle Clinic, ale koszty jedzenia urastają do rzędu 1000 zł miesięcznie. Dlatego wycofałem się ze startów, a że udaje mi się w tym roku przy wsparciu niewielkiego nakładu finansowego znów trenować, to chciałbym po 2 latach pokazać, że wciąż mam formę. Gdyby się udało zdobyć sponsora choćby na wyjazdy, to byłoby super.
S.C.: Jako 13-latek wzorowałeś się na Arnoldzie Schwarzeneggerze? Dlaczego akurat on?
M.K.: Spełniał swoje marzenia bez względu na trudności.
S.C.: Co cię motywuje do działania, do uprawiania sportu, który przecież nie jest łatwy?
M.K.: Pokazanie innym i sobie, że można. Nawet po urazie barku, który miał mnie na zawsze wykluczyć ze sportu. zdobyłem v-ce Universe.
S.C.: Czym jest dla ciebie sport i adrenalina z nim związana?
M.K.: Nie potrafię żyć bez sportu. To jest uzależnienie. Poza tym, ten sport uratował mi życie, ponieważ zatrzymuje zanik mięśni. Jednak, przez to, jak wyglądam, nie mam szans na rentę, gdyż – według lekarzy – jestem za zdrowy.
S.C.: Sport nauczył mnie…
M.K.: Dyscypliny.
S.C.: Jak wygląda twój dzień treningowy?
M.K.: Zależy, czy mówimy w fazie poza startowym czy podczas przygotowań. Właściwie są dwie główne różnice. Aby zbudować masę, jem bardziej powiedzmy normalnie 3-4 posiłki i trenuję rzadziej, a w okresie startowym zjadam 4-5 posiłków, do tego dochodzą suplementy. Posiłki są monotonne, czyli ryż, kurczak, indyk i trening 6 razy na tydzień.
S.C.: Czyli jednym słowem – ciężka praca. Masz za sobą wiele startów w imprezach sportowych najwyższej rangi. Które z nich uważasz za najważniejsze i dlaczego?
M.K.: Houston Show Pro Texas i Mr Universe. Teraz bardzo chciałbym mistrzostwa Europy, ponieważ są organizowane w Polsce, a to się zdarza raz na kilka lat.
M.K.: Houston Show Pro Texas i Mr Universe Federacji WBBF.
S.C.: Twoje największe osiągnięcia to…
M.K.: Sportowe czy poza sportowe? O sportowych już pisałem, a prywatne to żona i 2 wspaniałych synów: Oliver – 8 lat i Maks – 3 lata.
S.C.: Jaki masz cel w życiu? Co chciałbyś uzyskać, zdobyć jak nie teraz, to w przyszłości?
M.K.: Cieszyć się życiem, spełniać w jakimś sensie marzenia i zarobić pieniądze, by żyć bez stresu i zapewnić rodzinie dobrze warunki. Chciałbym mieć auto. Już ponad rok nie prowadziłem.
S.C.: Mam nadzieję, że się spełnią te życzenia. Oprócz kulturystyki, pracujesz też jako trener personalny. Co ci daje ta praca? Kogo trenujesz?
M.K.: Nie pracuję jako trener w żadnym klubie. Nie da się z tego wyżyć, bo klient raz jest, raz nie. Jak się zdarzy to doradzam. Mówię o diecie, suplementach. Prowadzę trening. Mam swoich podopiecznych, którzy startują w zawodach i właśnie taką grupa jedziemy w tym roku do Białobrzegach, do Stargardu Gdańskiego i może zahaczymy o Siedlce, gdzie odbędą się Mistrzostwa Europy WPF. Jakby się znalazł sponsor, to bym na Mistrzostwa Europy pojechał 3. czerwca.
S.C.: Czego uczysz swoich podopiecznych?
M.K.: Wytrwałości, systematyczności i że nie ma słowa „nie da się” lub „to niemożliwe”.
S.C.: Spotykasz się też z młodzieżą. Co im mówisz? Jak wyglądają te spotkania?
M.K.: Tak, zdarzają się spotkania w szkołach i ośrodkach resocjalizacji. Opowiadam o sobie i odpowiadam na pytania słuchaczy, jeśli takie się pojawiają.
S.C.: Co cię czeka w tym roku po 2 latach przerwy od zawodów? Czego mogą się spodziewać fani kulturystyki?
M.K.: Właściwie to takie spontaniczne wyjazdy. Mistrzostwa Polski Federacji WPF 21. maja w Białobrzegach. 27. maja odbędą się Międzynarodowe Mistrzostwa Polski Federacji WFF WBBF i może 3. czerwca w Siedlcach Mistrzostwa Europy WPF. Czego mogą się spodziewać? Trudno powiedzieć. To zależy od formy i czy uda mi się przygotować. Pracuję bez stałego wsparcia sponsora.
S.C.: Trenujesz lub trenowałeś strzelectwo. Skąd pomysł na zmianę dyscypliny?
M.K.: Tak. Trenuję strzelectwo w Klubie „Ermador Bielsko”. Zmieniam dyscyplinę, ponieważ na zawodowe uprawianie kulturystyki mnie nie stać i nie ma z tego pieniędzy, a jeśli udałoby mi się wystartować w strzelaniu na paraolimpiadzie, to renta za medal by była i jakieś dodatkowe pieniądze.
S.C.: Z jakimi problemami borykasz się jako sportowiec?
M.K.: Podstawowy problem to brak pieniędzy na uprawianie sportu. Strzelectwo jest tańsze w trenowaniu, ale sprzęt jest drogi. Jednorazowo trzeba na pistolet z osprzętem wydać około 5000 zł.
S.C.: To faktycznie dużo pieniędzy. Gdyby nie sport, to…
M.K.: Nie wiem. Całe życie ćwiczyłem. Moje motto życiowe to: „wózek nie oznacza niepełnosprawności”. Jeśli sami sobie stawiamy ograniczenia, nic nie osiągniemy.
S.C.: Twoja recepta na sukces.
M.K.: Wyznaczyć cel i realizować.
S.C.: O czym marzysz?
M.K.: By udało się wybudować nowy dom i kupić auto, ale ze względu na to, że prowadzę jedna ręką, musi być automatyczna skrzynia biegów.
S.C.: Czego należy ci życzyć?
M.K.: Zdrowia i sponsora na realizację celów sportowych.
S.C.: Mam nadzieję, że uda ci się go znaleźć. Życzę powodzenia w dalszej realizacji marzeń.
Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Co tu dużo pisać niezwykły człowiek!!!
OdpowiedzUsuńNa pewno mężczyźni powinni dbac o siebie a tutaj jest przykład ,że można i zawsze.
OdpowiedzUsuńSkoro Mariusz jest jedyny na świecie, który jest w randzie PRO mimo porażenia mózgowego - za sam fakt należy się szacunek :) Nie tylko szata zdobi człowieka, ale i jego wnętrze, a takiej siły i samozaparcia brakuje pewnie większości z nas!
OdpowiedzUsuń